Autor: M.Banaś
Jeszcze pozostało dni kilka wytężonej pracy. Tęsknie patrzymy przez szyby w dal doganiając wzrokiem beztroskie sójki. Szkolne powojniki zakwitły i teraz przechwalają się przed nami swymi barwami podsycając w nas tęsknotę do wakacji…A więc spakujmy się już dziś i jedźmy! Tak sobie postanowiliśmy, że w pewien czerwcowy ciepły dzień ruszymy w drogę i z otwartym umysłem przyjmiemy to, co zaobserwujemy. Celem naszej podróży zostały wybrane miejsca ciekawe, zaskakujące, urocze. A więc jako pierwszy niech będzie zamek w Krasiczynie. Potężna architektura, fosa i armaty przykuwają naszą uwagę. Zaciekawieni nie odstępujemy przewodnika na krok. To on nas porywa w podróż po czasie. Dotykając skrawków historii wyobrażamy sobie piękne sale, malowidła, płaskorzeźby. Z uwagą wsłuchujemy się w wydarzenia, jakie miały miejsce wśród tych murów. Smutkiem zostajemy ogarnięci, gdy słyszymy o tragediach rodziny Sapiechów, późniejszych grabieżach i dewastacji. Wypatrujemy niepewnie Białej Damy, bo takowy duch szesnastoletniej dziewicy krąży po tym miejscu. Zaduma szybko ustępuje miejsca zaskoczeniu, gdzie w ścianach zamku odkrywamy tajemnicze przejścia. Niezwykłym też okazały się lochy, jednak dochodzące z nich jęki i szlochania prędko odganiają nas stamtąd. Nim odjedziemy długą chwilę spędzamy w parku, w którym to stoi szczególny miłorząb dwuklapowy. Trzykrotne obejście go, spełnia miłosne pragnienia. A więc śmiało obchodzimy Ósmy czerwca jest dniem ciepłym, a nawet gorącym. By nie odczuć dokuczliwego słońca udajemy się do oazy zieleni – ogrodu botanicznego w Bolestraszycach. Jako pierwszy daje się poznać ogród sensoryczny. Tu nie ma mowy o oglądaniu roślin i czytaniu tabliczek – tu obowiązkowo trzeba wszystkie dotknąć, powąchać a nawet skosztować (morwa nieudolnie chciała ukryć przed nami swe owoce). Ruszamy w głąb ogrodu. Mnogość gatunków zaskakuje każdego. Olbrzymia gunnera, cypryśnik błotny, kasztanowiec drobnokwiatowy, toreja kalifornijska, klon strzępiastokory... A wśród ciszy i cienia bajeczne wiklinowe ozdoby i drewniane rzeźby. Kolorowe pawie rozpościerają swe pióra trochę komicznie nimi potrząsając. Odwracają się do nas przodem i dumnie prezentują swe wdzięki, jakby wiedziały, że chcemy je sfotografować. Po długich spacerach odpoczywamy. Czeka już na nas rozpalony ogień i kiełbaski. Takie lekko spieczone, trochę przyprószone popiołem smakują najlepiej! I dość przygodo, czas powrócić do domu. Ale obiecaliśmy sobie, że niebawem, gdy znów drażnić nas będą weryńskie ptaki, udamy się w kolejną podróż. Zdjęcia

